Wielu znajomych z Polski zadaje mi pytanie: "czy odczuwasz na Rodos grecki kryzys gospodarczy"? Na początku pobytu na wyspie odpowiadałam bez wahania, że nie. Jednak po pewnym czasie doświadczyłam i zaobserwowałam kilka sytuacji, w ramach których słowo "kryzys" używane jest jako wytłumaczenie dla pewnych działań - niewątpliwie o zabarwieniu negatywnym.
Prawda jest taka, ze na wyspach greckich rzadko kiedy zdarzają się demonstracje i strajki. Tutaj zarabia się na życie dzięki turystom, więc wszystko uzależnione jest od tego czy sezon jest udany. Mimo to, w sytuacjach kiedy trzeba znaleźć argument natury ekonomicznej, niemalże zawsze pada słowo kryzys. Wielu właścicieli sieci hotelowych na wyspach greckich zalega z wypłatami dla swoich pracowników. Dlaczego? Bo przecież w Grecji panuje kryzys... Spóźniłeś się do pracy. Powód? Kryzys... Irracjonalnych przykładów jest całe mnóstwo. Tłumaczenie z kryzysem w temacie króluje teraz w niemalże wszystkich ekonomicznych sferach. Pokusiłabym się nawet o przypuszczenie, że uczciwego Greka można poznać po tym, że nie "zasłania się kryzysem", aby uzyskać pewne korzyści majątkowe.
Dla mnie słowo kryzys grecki oznaczało w końcu przeprowadzkę do innego mieszkania. Poza tym nigdy go bardziej nie odczułam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz